Notki powstają tylko podczas doła ><" >> niedziela, 11 grudnia 2011 21:19:17
Szkoda by było, gdyby ten blog zniknął, dlatego cieszę się, że on jeszcze żyje. Powiedziałabym, że wciąż nic się nie zmieniło, ale zmieniło się i to na gorsze. Wszystko wokół mnie idzie do przodu, a ja ciagle tkwię w miejscu. Tak bedzie, dopóki będę się trzymała swojego świata, a bez niego zapomnę o tym, co we mnie dobre. Jestem przerażona. Mam już 22 lata, a jeszcze nigdy nie żyłam pełnią życia. Nie robię nawet tego, co lubię. Nie robię tego, co bym chciała i w ogólnym rozrachunku jestem beznadziejnym nieudacznikiem.. Gdzie ta Kasia, która miała być silna i wesoła?
komentarze [0]0_o >> czwartek, 24 czerwca 2010 19:47:23
Łooooo... Phi, uczyć się muszę ><"
komentarze [0] >> środa, 7 stycznia 2009 14:01:57
"I może strwonię życie, święte
W wiosennie młodych dni zaraniu,
Na próżnym jeno kołataniu
Przeto, że drzwi te są zamknięte."
Nic, a nic się nie zmieniło..
komentarze [2] >> niedziela, 28 września 2008 14:34:42
Właściwie jak już jest ta kropka to mogę oznajmić, że to koniec. Blogi są głupie i nie chce mi się już w to bawić. Jadę sobie na studia i będzie tak świetnie, że nie będę miała czasu na rozrywki tej gorszej rangi:> Całuję i ściskam
Kasiek
Szczególne uściski dla Emilki :* Pisz do mnie meile i listy!
komentarze [0] >> niedziela, 21 września 2008 19:06:39
.
komentarze [2] >> niedziela, 6 lipica 2008 21:29:58
"Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego co przed nami."
komentarze [2]kasia dziwoląg i jej dwa sny. >> czwartek, 5 czerwca 2008 22:25:49
Dzisiaj zostałam zamordowana. Nie miałam żalu do sprawcy tego stanu rzeczy, ponieważ wyjątkowo ładnie go wymyśliłam. Byłam tylko zła, że po jakąś cholerę ukrył moje ciało. Zależało mi, żeby do niego wrócić, zmartwychwstać i pobawić się jeszcze w jakąś zemstę czy może biedną, cierpiącą ofiarę, którą ratowałaby jakaś inna, jeszcze ładniejsza postać itd. Szukałam więc po różnych schowkach, m.in. w gabinecie mojego zabójcy i owszem znalazłam tam martwe, owinięte w płótno ciało, ale niestety nie należało do mnie. Jako wędrujący duch, nie mogłam się porozumieć z innymi ludźmi, aby poprosić ich o pomoc czy jakieś informacje. Nie mogli mnie zobaczyć. Wpadłam na genialny pomysł z nawiedzaniem. Wypisywałam swoje słowa na zielonej tablicy, podnosilam przedmioty, ale oni jacyś otumanieni nie potrafili zrozumieć przesłania. Dałam sobie spokój, bo we śnie i tak zwykle robię wszystko sama. Nikt nie zna zawiłej przestrzeni tamtego wymiaru lepiej ode mnie. Pogrążyłam się w zadumie nad swoim kolejnym ruchem i wtedy zobaczyłam, znane mi już, małe, kochane, rude rysie. One widziały duchy, a co za tym idzie, nikłą, jasną strużkę, łączącą duszę z ciałem. Moja jeszcze nie zniknęła, więc idąc jej śladem trafiłabym na siebie. Moje milusie rysie przyszły właśnie po to, aby mi pomóc. Udałam się za nimi, ale o dziwo zaczęłam odzyskiwać materialność. Wieść o moim powrocie dotarła do ślicznego mordercy i właściwie go nie zdziwiła. Wiedział, że jestem potężna i dlatego właśnie mnie zabił. Wydał rozkaz ponownego uśmiercenia mojej, zmęczonej już osoby. Co sił umykałam pościgowi, próbując przedostać się na drugą stronę ogrodzenia. Przeskoczyłam jeden płot i biegnę do ostatniego.. i koniec!
Ten morderca miał jasny garnitur, blond włoski, ciemne oczy i był czyściutki i pachnący. To tak dla ścisłości. I pamiętam, ze miał jasną, gładziutką cerę. Miło się pamięta takie detale!
06.06.08r.
Wczoraj się nie wyżyłam, więc dzisiaj trza było, aż w nadmiarze. Hihihi. Byłam wampirem, jednym z tych starszych, potężniejszych. Młodziki nienawidzące takich potęg, zebrały się w sporą gromadę i zaatakowały mnie i paru moich pobratymców, gdy urządzaliśmy sobie nocny wiec u mojej babci w mieszkaniu. Ich przewaga liczebna była dla nas pewnym zagrożeniem, więc póki co, zwiewaliśmy w eleganckim stylu, skacząc po balkonach z ósmego piętra. Wrogowie byli na to przygotowani i czekali już na nas z zasadzką. Walcząc pięknie, jak to tylko ja potrafię, zabierałam broń przeciwnikowi i ciachałam go jak się dało. Bez skrupułów, ale z pewną dozą obrzydzenia. Bywało, że nóż utkwił w ciele i musiałam radzić sobie inaczej. Znalazłam widelec (co nie jest takie dziwne, bo pod oknami bloków cuda można znaleźć) i wbiłam go w pierś wampira. Wciąż wyglądał bardzo żywotnie, dlatego krzywiąc się z lekka wbiłam mu ten widelec w czachę. Weszła jak w masło. No tak, nie ma to jak ogromna siła długowiecznych. Chwiał się chwilę, ale w końcu padł. Biegłam w noc, czując piękną solidarność z pięknymi przyjaciółmi. Miałam wrażenie, że tyle zabawy mnie jeszcze czeka, ale się obudziłam.
Cóż, wiele pracy kosztowało mnie pozbycie się we śnie skrupułów. Nie lubię zabijać, żeby zabijać, ale czuję się w życiu taka cholernie słaba, że jestem niesamowicie szczęśliwa mając we śnie siłę i miażdżącą przewagę. Nigdy nie byłam okrutna. Poprostu nie mam kłopotów z rzucaniem się do obrony. Hihihi. kasia dziwoląg!
komentarze [0] >> wtorek, 27 maja 2008 16:22:22
Cały czas jestem zdziwiona, że przeżyłam i już jest normalnie. Tzn. teraz przechodzę okres powracania do normalności, bo to nie idzie tak od razu. Ale we śnie znów rozcinam brzuchy, znów zasypiam otoczona wampirami i znów mogę sobie tęsknić za kasiowymi historiami. W prawdzie czuję ohydne kłócie w brzuchu kiedy idę ściężką, którą przechodziłam jeszcze
Przed ale powolutku, powolutku zapełniamy miejsce, w którym do tej pory była matura, żywymi trupami, mieczami i innymi wspaniałościami. Szkoda ,że dręczą mnie nadal sprawy dotyczące ciemnej przyszłości mojej, ale to było jasne jak słońce, że te wakacje zostały tak strasznie wyidealizowane na potrzeby przetrwania do ich początku. Chociaż... jest coś nęcącego w tej wielkiej odmianie jaka, mam nadzieję, mnie czeka. I jak by nie było, rzeczy łączące w sobie to czego szukam zawsze gdzieś tam bedą istnieć i ratować swoją biedną kasię.
Kiedy miałam ten ogromnie dręczący stres, widziałam jak wiatr nadal wieje i listki nadal ślicznie się obracają...
komentarze [0] >> środa, 12 marca 2008 15:54:26
Cholera, znowu blog opuszczony... Właściwie, o czym mam pisać jak mi się horyzonty zawęziły do myśli: "Jakby się tu nauczyć, żeby się nie uczyć i żeby nie bolało." Metody jeszcze na to nie wymyśliłam, więc ograniczam się do niemyślenia o tym, że powinnam myśleć. Jest fajnie. Jakoś czas przyspieszył. Bazgrniemy tylko maturkę i odżyję.
komentarze [5] >> sobota, 19 stycznia 2008 12:05:45
Jak się tak tylko postaram, to widzę mnóstwo niesamowitych rzeczy. Mam tylko wrażenie, że jeśli spotkają mnie tutaj, przed całkowitą, nagłą zmianą mojego życia, to się do nich nie przystosuję, przestraszę się i schowam. Ja już tylu rzeczy żałuję, że do tego dopuścić nie mogę. Ja się boję w to wpaść, ale jak już wszystko naokoło zawiruje i nabiorę odrobiny pewności siebie, to sobie poradzę. Wiem, co jest grane. Moje myśli ciągle krążą gdzieś daleko. Nie chcę ich uwiązać, ale bez nich czuję się taka bezbronna i odsłonięta, jakbym w każdej chwili mogła bezwiednie palnąć coś niesamowicie głupiego, niesamowicie szkodzącego i do tego coś, co wcale prawdą nie jest. Właśnie dlatego jestem taką sierotą towarzyską. Ostatnią nadzieją jest całkowity koniec świata- studia. Jeszcze będę cieszyć się życiem.
komentarze [7] >> czwartek, 27 grudnia 2007 19:05:48
Mówiłam, że nie lubię muzyki, ale kłamałam. Jeśli uznać za muzykę, nie to, czego się słucha, a połączenie różnych dźwięków, to ja kocham muzykę. Rany, czasem aż dech ze szczęścia zapiera, że może powstać cos tak cudnego, co przyjemnie łaskocze po zszarganych nerwach. No i to, że zabiera tak daleko i daleko...
Wróciły moje sny. Co za ulga, bo zrobiły sobie chyba urlop. wszystko moja wina, bo zgodziłam się już dwa razy pożyczyć je bratu... Obraziły się, bo zwątpiły jak bardzo je kocham. Ale ja bez nich nie potrafiłabym żyć, więc już ich nigdy więcej nie pożyczę. Pozwoliły mi dzisiaj, chyba nawet dłużej niż dobę, wygrzewać się w słońcu,a tak strasznie mi go brakowało w ostatnich dniach.
Pozwoliłam sobie przez święta przeczytać książkę. Wybrałam specjalnie "jednodniówkę", czyli cos bardzo wciągającego. Przez jej połowę krzywiłam się z dezaprobatą (ale czytałam nieprzerwanie ^^"), bo to naprawdę beznadziejna książka, ale potem zmieniłam zdanie. Przecież idealnie spełniła swoje zadanie. Zabrała mnie stąd na dobre trzy dni, a romans ze ślicznym wampirem bardzo korzystnie wpłynął na moją wyobraźnię. Myślę, że nic się już z moim mózgiem nie pogorszy, jak będę miała na koncie jedną głupią książkę więcej, a czuję się po niej wyjątkowo dobrze, bo zatęskniłam za swoim lepszym światem.
komentarze [2]I to wcale nie były koszmary... >> niedziela, 18 listopada 2007 17:59:48
Poznałam dziś we śnie brązowowłosego chłopaka. Był bardzo miły i jakiś taki niezwykły. Czułam, że może powiedzieć mi coś naprawdę istotnego, dlatego postanowiłam go poszukać, kiedy zniknął gdzieś, by pobyć w samotności. Poszłam prosto do labiryntu z białych plastikowych ścian i tam skręciłam w korytarz, który jak wiedziałam, wcale nie prowadził do wyjścia. Pod ścianą siedział ten chłopak i smutno wpatrywał się w kolana. Zrozumiałam, co się stało. Umarła mu babcia,a ja poznałam go właśnie na jej pogrzebie. Usiadłam obok niego i zaczęliśmy rozmawiać. Mówiłam, że ja tak naprawdę wcale nie wiem jak to jest stracić bliska osobę, że z moich bliskich odeszli tylko dwaj dziadkowie, gdzie pierwszego nigdy nie poznałam,a gdy zmarł drugi, byłam za mała, by to do mnie dotarło. I wtedy odniosłam wrażenie, że ta sytuacja i ta rozmowa już kiedyś były, co oczywiście było niemożliwe. Miałam we śnie deja-vu.
Byłam w przedpokoju mojej babci. Rozmawiała z kimś o dziadku. Kiedy spojrzałam na zamknięte drzwi od kuchni, zobaczyłam za nimi, bardzo blisko, cień dziadka. Strasznie się przeraziłam i pobiegłam do tego chłopaka. Opowiadałam mu o tym ledwie łapiąc oddech, ale nie pamiętam reakcji, bo duch pojawił się za drzwiami od dużego pokoju, przy których akurat stałam. Odsunęłam się szybko i próbowałam jakoś ogarnąć tą sytuację i przestać się bać. Nie było przecież czego. Babcia zaczęła cichutko płakać, mówiąc że dziadek pewnie nigdy jej nie kochał, bo nigdy tego nie powiedział. Słysząc to też zaczęłam płakać. Cały czas powtarzałam, że na pewno ją kochał, ale poruszałam tylko wargami, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Dziadek nagle otworzył drzwi i podszedł do babci. Trzymał w ręku dymiące się pod jego dotykiem zdjęcie, które rzucił w moją stronę. Zawirowało w powietrzu, ale w końcu je złapałam. Mruknął do siebie "Ostatni raz.", uklęknął przy babci i zapewniał, że zawsze ją kochał, że nie potrzebował wyrażać tego słowami. Wtedy udało mi się wreszcie wyszeptać "Oczywiście, że cię kochał". Przyglądałam się dziadkowi, starając się widzieć go jak najdokładniej, jak najlepiej zapamiętać. Był inny niż za życia. Jakby bardzo wiele już widział i wiedział. A obok na stoliczku stały w wazonie białe lilie, które nagle nabrały lekko brzoskwiniowego odcienia. Usłyszałam pukanie do drzwi i obudziłam się nagle. Dłoń miałam ściśniętą jakby wciąż tkwiło w niej zdjęcie. Ale zdjęcia nie było. I zasnęłam znowu.
W piękny wiosenny dzień wylądowałam w Krainie Tortur. Składała się z zamku i ogrodu pełnego przeróżnych maszyn i śmiesznych stworów obsługujących je. Były naprawdę przyjazne poza tym, że bardzo chciały bym cos wypróbowała. Spacerowałam po zamku oblanym światłem słońca i spotkałam tam jednego z mieszkańców. Namawiał mnie bym spróbowała jego maszyny, ale nie zmuszał do tego. Ostrzegł nawet bym uważała na przywódczynię- siną, czarnowłosą zjawę, która zmusi mnie do wypróbowania wszystkiego. Wzięłam sobie do serca tą radę i zaczęłam kierować się ku wyjściu. Tam ją spotkałam. Była przeraźliwie smutna, nieszczęśliwa, że nigdy nie będzie mogła się uwolnić od tej całej krainy. Próbowała zabrać mnie na tortury, ale w jakiś sposób została zabita, nie wiem nawet, przez kogo. Znalazłam się na brzegu urwiska. Widziałam jak mieszkańcy Krainy Tortur przywiązują zwłoki swojej królowej do latawca i zrzucają je z urwiska. Zawisła w powietrzu z martwymi, otwartymi, czarnymi oczami. Zrobiono tak, ponieważ ona zawsze marzyła o lataniu. Patrzyłam na nią ze współczuciem,że dopiero po śmierci mogła spełnić swoje marzenie i być wolna.
komentarze [0]Everyone hail to the pumpkin king! >> środa, 31 października 2007 20:43:21
Uwielbiam Halloween, chociaż nigdy go nie obchodziłam i nigdzie u nas się go nie obchodzi. Cudnie się czuję pośród dyń i nietoperzy! I czarownic i wampirów! Zawsze dobrze wśród swoich ;P
Boys and Girls of every age
wouldn't you like to see something strange
come with us and you will see
this our town of halloween
This is Halloween, this is Halloween
pumkins scream in the dead of night
This is Halloween, this is Halloween
everybody make a scene
trick or treat till the neighbors are gonna die of fright
In this town everybody scream
in our town of Halloween
I am the one hidding under your bed
teeth round sharp and eyes glowing red
I am the one hiding under your stairs
fingers like snakes with spiders in my hair
This is Halloween, this is Halloween
Halloween, Halloween, Halloween, Halloween
In this town, we call home,
everyone hail to the pumpkin song
In this town, don't we love it now
everybody's waiting for the next suprise
Round the corner land, hiding in the trash can
somethings waiting and it'll pounce, and howl
you'll scream!
This is Halloween, Red and black, and spider green
Aren't you scared and that's just why
say it once say it twice
take the chance and roll the dice
ride with the moon in the dead of night
Everybody scream, everybody scream
in our town of halloween
I am the clown with the tear away face
Here in a flash and gone without a trace
I am the who in How who's there
I am the wind blowing through your hair
I am the shadow of the moon at night
Filling your dreams to the brim with fright
This is Halloween, this is Halloween,
Halloween, Halloween, Halloween, Halloween
Halloween, Hallowenn,
Tender lovelings everywhere
lifes no fun without a good scare
thats our job, but we're not mean
in our town of Halloween
In this town, don't we love it now
everyone's waiting for the next suprise
Skeloton Jack might catch you in the back
and scream like a banshee that will
make you jump out of your skin
This is Halloween, and everybody scream
Won't you please make way for a very special guy
Skeloton Jack is king of the pumpkin patch,
everyone hail to the pumpkin king,
This is Halloween, this is Halloween
Halloween, Halloween, Halloween, Halloween
In our town, we call home
everyone hails to the pumpkin song
Lalalalalalalalalalalalala
Hail!
[This is Halloween-Danny Elfman]
komentarze [1] >> piątek, 19 października 2007 14:32:58
Wyobraziłam sobie przed chwilą, ze znanych tylko mi powodów, jak z monitora wyłażą przezroczyste ręce, łapią mnie za ramiona i próbują wciągnąć do siebie, ale moja głowa tylko z hukiem obija się o monitor. To była króciusieńka chwila, ale mam dziś na tyle niskie ciśnienie, by odczuwać aż nazbyt wyraziście takie rzeczy. Rany, niemal czułam te łapska i aż się wzdrygnęłam.
Przypomniał mi się pewien cytat, który już tu zamieszczałam, ale tak go uwielbiam, ze dam jeszcze raz:
"Cofam się w siebie i tu odnajduję mój świat. Znowu raczej zawarty w przeczuciu i mglistych pragnieniach, niż w oczywistych, żywych i tętniących kształtach. Wszystko przesuwa się przede mną. Uśmiecham się i wnikam w ten świat rozmarzony."
komentarze [0] >> niedziela, 19 sierpnia 2007 13:35:41
Kiedy byłam mała święcie wierzyłam, że każdy problem da się rozwiązać spokojną, rozsądną rozmową. Nauczyły mnie tego moje sny, bo wystarczyło porozmawiać z mordercą, żeby zrozumiał niewłaściwość swojego postępowania, czy przekonać ducha, że możemy po prostu zostać przyjaciółmi. Nie mieściło mi się w głowie, żeby mając rację, nie dało się do niej przekonać drugiego człowieka. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że aby tego dokonać, druga osoba musi wysłuchać i spróbować zrozumieć nasz punkt widzenia, a to okazuje się wręcz niemożliwe.
To oznaka głupoty, gdy nie wysłuchuje się w kłótni drugiej strony, tylko uparcie wykrzykuje swoje zdanie. Jeśli ktoś nie potrafi odeprzeć zarzutów, oznacza to, że nie dysponuje konkretnymi argumentami, co z kolei świadczy o naiwnym i upartym trzymaniu się racji, których nie może być wcale pewien. Być może wygra kłótnię na słowa, ale nie zdoła przekonać drugiej osoby i ogłupi się w jej oczach. Jednocześnie odbiera sobie szansę jasnego spojrzenia na problem i ewentualne wyprowadzenie się z błędu.
To głupia ludzka chęć obrony przed wyperswadowaniem czegoś, w co pragnie się wierzyć.
komentarze [3]